niedziela, 19 maja 2013

263.

Sezon grillowy uważam za oficjalnie rozpoczęty! Takie sobotnie popołudnia, jak wczorajsze, lubię najbardziej - temperatura na plusie, ciepłe promienie słońca, śpiew ptaków, unoszący się w powietrzu zapach wiosny, talerze pełne smacznego jedzenia. Beztroskie nicnierobienie. Zasłużony odpoczynek po wcześniejszej części dnia w całości spędzonej nad notatkami zapisanymi niemieckimi zwrotami. Nawet koty porzuciły polowanie na myszy na rzecz słodkiego lenistwa na tarasie. Wiecie, że pojawiły się już pierwsze truskawki? Jeszcze są zielone, ale lada moment nabiorą soczyście czerwonego koloru, już za chwilę będę mogła sięgnąć po nie ręką. Zresztą nie tylko po nie - są jeszcze maliny, poziomki, ogórki, pomidorki koktajlowe, rzodkiewka, sałata, marchewka. W naszym ogrodzie każdy znajdzie coś dla siebie. Mam też coś dla miłośników kwiatów! - od czerwonych tulipanów, aż po pachnący bez w kolorze fioletu.








Udane soboty mają to do siebie, że (zbyt) szybko przechodzą do przeszłości. Na ich miejsce pojawiają się niedziele. Nie wiem, co one takiego w sobie mają, ale jakoś nigdy za nimi nie przepadałam. Od jakiegoś czasu staram się jednak walczyć z tą niechęcią i muszę przyznać, że z tygodnia na tydzień jestem w tym coraz lepsza. Niedziela (naprawdę!) może być przyjemna. Najlepiej niech będzie taka od samego początku. 

Wiecie, że dzisiaj jest Światowy Dzień Pieczenia? Planowałam nawet to uczcić, jednak wczorajsze plany legły w gruzach dzisiaj o poranku, gdy zaglądnęłam do lodówki, do szafek (byłam nawet skłonna rozpocząć poszukiwania w biurku) i okazało się, że brakuje mi jednego z kluczowych składników. Nie popsuło mi to jednak humoru i zapału do przygotowania sobie czegoś smacznego. I jak to mówią: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - bo takim oto sposobem mam swój nowy, ulubiony koktajl!

(jogurtowy) koktajl a'la cukiniowe brownie 

Przepis (jedna duża* lub dwie małe porcje):
400g jogurtu naturalnego
1/2 cukinii
1 łyżka miodu
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżka (gorzkiego) kakao
Cukinię pokroić w plastry. Razem z jogurtem naturalnym, miodem, cynamonem i kakao wrzucić do blendera. Zmiksować i przelać do wysokiej szklanki i podawać schłodzone.  (*porcja ze zdjęcia)  

sobota, 18 maja 2013

262.

Na piątkowe wieczory zawsze czekam z utęsknieniem. A wczoraj moja niecierpliwość była jeszcze większa, niż to zwykle bywa, ze względu na spotkanie. Nie byle jakie spotkanie! Znowu miałam bowiem okazję przekonać się, że blog to nie tylko zdjęcia i przepisy. To przede wszystkim ludzie. Świetni ludzie! Razem z Domi i Olą bawiłyśmy się wczoraj przy smakach marakui, banana i fiołków. Były rozmowy, dużo śmiechu i oczywiście nie obyło się również bez zdjęć! A poza tym spacer, uroczy panowie w kolorowych strojach, maskach i perukach (wieczór kawalerski? albo po prostu Anglicy na urlopie, haha!) i lalki, które straszą już samym wyglądem. Darmowa kawa i mnóstwo planów na kolejne, wspólne dni. Oby tylko pogoda dopisała!

A teraz zagadka na 'dzień dobry': kto zganie, czyje stópki są czyje? :-))


Dzisiaj wstaję nieco później, niż zwykle. Potrzebowałam snu. Po przebudzeniu potrzebowałam kubka gorącej kawy z mlekiem i śniadania. Sprawdzonego, (znowu?) bez kombinowania. Można się więc domyślić, że padło na owsiankę. Zwykła, a może jednak nie do końca? Herbaciana. Z pomarańczą i miodem.


herbaciana owsianka (z cynamonem i kardamonem) z pomarańczą i miodem

Plany na dzisiaj to przede wszystkim naukanaukanauka. Sesja coraz bliżej i chociaż ciężko usiedzieć przy notatkach, gdy na zewnątrz słońce tak pięknie świeci, to staram się znaleźć w sobie pokłady chęci, motywacji i samaniewiemczego jeszcze, żeby za miesiąc nie obudzić się z totalną pustką w głowie. Spróbuję połączyć przyjemne z pożytecznym i zamiast przy biurku usiądę przy stoliku w ogrodzie. Gdzieś pomiędzy znajdę jeszcze czas na rozpoczęcie sezonu grillowego i wypróbuję maszynę do robienia domowych lodów.

czwartek, 16 maja 2013

261.

Wracam do domu po (prawie) całym dniu spędzonym na uczelni. Jestem zmęczona, a może bardziej zła, właściwie tak dla zasady, na wszystkich i na wszystko, jedyne na co mam ochotę to mój ukochany dres, duży kubek kawy i własne łóżko. Moją uwagę przykuwa jednak paczuszka leżąca na biurku. Nie mam pojęcia, co to może być, ale wszystko się zgadza: moje dane, mój adres, moje biurko (!). Bez zastanowienia zaczynam się do niej "dobierać", a podekscytowana jestem, niczym mała dziewczynka. W końcu się udaje, zaglądam do środka ... I oczy mi się świecą, a buzia cieszy od ucha do ucha! Ania, od wczoraj jesteś moim prawdziwym humoropoprawiaczem. 

Powrót na uczelnię, powrót do zajęć. A to oznacza również powrót do drugich śniadań/obiadów na wynos. Dzisiaj w pudełeczku główną rolę odgrywa kasza gryczana, w towarzystwie zielonego. 


kasza gryczana z roszponką, ogórkiem, jabłkiem i cytrynowo-miodowym dressingiem

środa, 15 maja 2013

260.

Przygotowywanie jedzenia daje mnóstwo radości, ale jest ona podwójna (a nawet potrójna, poczwórna?...), gdy wiesz, że nie robisz tego wyłącznie dla siebie. Jedzenie sprawia przyjemność, ale wszystko smakuje jeszcze lepiej, gdy robisz to z kimś bliskim, najlepiej z przyjaciółką. Lubię nasze spotkania, nasze wspólne drugie śniadania (chyba jeszcze bardziej niż obiady!), przymierzanie ciuchów, bawienie się aparatem fotograficznym, robienie (nie)wyjściowych zdjęć. Lubię nasze słoneczne przedpołudnia (i wszystkie inne pory dnia). Pełne talerze, pełne miseczki, pełne kubki. Skarpetki w groszki, kolorowe widelczyki. Okruszki na podłodze./ Pamiętacie wczorajszą sałatkę? Została zjedzona w towarzystwie domowego chleba, słodkiej szarlotki i duuuuużej ilości zielonej herbaty. Bardzo słodkie przedpołudnie. Przedpołudnie z Dominiką. 




Ostatnio zewsząd kuszą mnie nocne owsianki. A skoro wczoraj i nad Krakowem w końcu zaświeciło słońce, a pani pogodynka zapewniała, że przez najbliższe dni nie zniknie, to bez większego zastanowienia zalałam wieczorem płatki owsiane i wstawiłam je na noc do lodówki. Z dodatkiem dużej ilości kakao. Dzisiaj tylko wyjęłam miseczkę, zalałam wszystko miętowym mlekiem i wyszłam ze śniadaniem na taras.

(nocna) kakaowa owsianka z miętowym mlekiem*

*jak zrobiłam miętowe mleko? wieczorem zebrałam w ogórdku garść świeżej mięty, zalałam szklanką mleka, zagotowałam. ostudziłam i na noc wstawiłam do lodówki.

wtorek, 14 maja 2013

259.

Pogoda mnie nie lubi, naprawdę. Chociaż nie tylko mnie, nie jestem w tym sama! Razem z Domi jesteśmy pogodopechowcami. Ale nie będę marudzić, obiecałam sobie to już jakiś czas temu i z całych sił staram się dotrzymywać słowa danego samej sobie. I innym, w końcu kto lubi słuchać marudzenia? Nikt, no właśnie. Dlatego przemilczę nasze wczorajsze plany, które skutecznie zostały sprowadzone na poziom parteru przez deszcz, który nawet przez moment nie chciał się nad nami zlitować. Skoro więc zostałam już zmuszona do spędzenia wieczoru w domu postanowiłam go spędzić przy kuchennym blacie i piekarniku. Wyciągnęłam przepis, który od jakiegoś już czasu czekał na wykorzystanie. Sięgnęłam po mąkę, mleko, drożdże, cynamon, imbir i rodzynki. Zaczęłam mieszać, zagniatać, nadziewać. I do piekarnika! Jednak tak, jak podejrzewałam: drożdże nadal mnie nie lubią. Jakieś takie te drożdżówki niewyrośnięte, może nawet nieco ... Twarde? Początkowo byłam nawet skłonna je wyrzucić, na szczęście tego nie zrobiłam, bo dzisiaj rano stwierdzam, że do szklanki gorącego mleka są wręcz idealne. Takie idealnie nieidealne. Moje drożdżówki.

Drożdżówkami może się chwalić nie będę, ale już sałatką - jak najbardziej! Sałatka na dzisiejsze drugie śniadanie. Sałatka, którą zjem dzisiaj razem z Domi, nawet jeśli miałoby nadejść tornado.



Przepis (dwie porcje):
3 garście sałaty roszponki
1 (średnie) jabłko
1 garść orzechów włoskich
5 łyżek groszku konserwowego
1/2szkl (dużych) zielonych oliwek
opakowanie mozzarelli (kuleczki)
sok z cytyny
pieprz ziołowy
Jabłko sparzyć, obrać ze skórki i wydrążyć gniazdo. Pokroić w plasterki. Orzechy włoskie posiekać na drobne kawałki. Roszponkę opłukać, osuszyć i wrzucić do miski (lub pojemnika, jeśli bierzemy na wynos). Dodać pokrojone w plasterki jabłko, groszek konserwowy, zielone oliwki (przekrojone na pół), kuleczki mozzarelli i orzechy włoskie. Doprawić pieprzem ziołowym i skropić sokiem z cytryny. 

niedziela, 12 maja 2013

258.

Czasem lubię robić na przekór. Czasem lubię robić na przekór samej sobie. Tak jak dzisiaj na przykład. Przez ostatnie dwa dni mnie tutaj nie było, więc już wczoraj wymyśliłam sobie, że na niedzielny poranek przygotuję "coś" szczególnego. Nie do końca wiedziałam, czym to szczególne "coś" dokładnie ma być, ale ogólny plan był taki, że będzie to śniadanie, na które w tygodniu nie mogę sobie pozwolić ze względu na dość mocno napięte poranki. Zastanawiałam się pomiędzy plackami, goframi, naleśnikami, serniczkami. Muszę przyznać, że takich opcji było dość sporo. Jednak, gdy dzisiaj rano się obudziłam i zeszłam do kuchni poczułam nagle chęć na ... Na "coś" prostego. Nie miałam ochoty na kombinowanie. A skoro wychodzę z założenia, że śniadanie ma być przyjemne przede wszystkim dla mnie, to posłuchałam swojego żołądka i dałam mu to, czego chciał, czego się domagał. Wyszło prosto. Wyszło smaczniej, niż myślałam.


          

 kasza manna z jogurtem naturalnym, twarogiem i konfiturą wiśniowo-jabłkową*

*wczoraj odkryłam w spiżarni kilka zapomnianych słoiczków tej pysznej konfitury, którą robiłyśmy wspólnie z mamą jeszcze w tamtym roku! też lubicie takie pyszne niespodzianki?

czwartek, 9 maja 2013

257.

Wczesna pobudka, śpiew ptaków za oknem, pierwsze promienie słońca, delikatny wiatr, który niesie ze sobą zapach wiosny. Wychodzę na taras. Z daleka widzę, że w ogródku jest już całe mnóstwo mięty. Idę więc boso na koniec działki, zrywam garść, zaciągam się jej świeżym zapachem i wracam do kuchni.



koktajl bananowo-miętowy

Przepis (jedna porcja):
1 duży jogurt naturalny
1 (dojrzały) banan
garść świeżych listków mięty
Banana obrać ze skórki i pokroić w plasterki. Listki mięty opłukać wodą i osuszyć. Pokrojonego banana, miętę i jogurt naturalny wrzucić do miksera i zmiksować na gładką masę. Przelać do szklanki i podawać.